Dzisiaj ciężko było usiąść i napisać, chyba potrzebowałem ciemności, albo chociaż półmroku.
Czasami wiemy, że nie powinniśmy czegoś robić bo to jest złe a i tak to robimy. Zazwyczaj później jest jeszcze gorzej. Wczoraj przekonałem się, że nie zawsze. A dzisiaj wiem, że to dodało mi energii, siły, którą chciałbym się z wami podzielić.
Tak już jest, miłość nas zaskakuje, nawet w momencie w którym wydawało by się, że jej już nie ma, czy raczej nie powinno być. Ona wychodzi na ring i nokautuje pierwszym uderzeniem. A może to On - Szef Wszystkich Szefów nad nami czuwał. Uderza, zaciska gardło, przyciąga te dwie osoby, które są tak bardzo zranione, przyciąga do siebie próbując ratować to piękne uczucie, które kiedyś ich łączyło. Czy to wszystko ma sens?
Dzisiaj wiem, że tak, bo czym jesteśmy bez miłości? Naszymi samochodami, telefonami, pensjami, mieszkaniami, domami? Co to wszystko jest warte bez tej jednej jedynej osoby, dla której można by to wszystko oddać? To miłość, taka dobra, rozsądna i dojrzała powinna być motywacją do życia i bycia z każdym dniem coraz lepszym. Nie tylko dla Niej ale też dla siebie.
Jeszcze wrócę na moment do ostatniego postu, w którym próbowałem wytłumaczyć co się dzieje wewnątrz mnie i porównałem to do pokoju, w którym jak napisałem ktoś zrobił "burdel" ale już wiem, że to po prostu ja nie odkładałem rzeczy na swoje miejsce od bardzo dawno i stąd wziął się cały "syf" w moim pokoju, w moim życiu.
Wybaczcie za chaotyczność, nie wiem czemu dzisiaj tak ciężko było mi coś napisać, ale dałem radę. Zrezygnuję chyba ze stałego elementu bloga, czyli prawdziwego kłamstwa Kłamcy. Dlaczego? Chciałbym, żeby każdy z was sam, z tego co tutaj próbuję opisać odnalazł własne prawdziwe kłamstwo.
Na dzisiaj tyle od Kłamcy na odwyku. Pokój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz