poniedziałek, 19 maja 2014

Leżałem w mętnym świetle, a ciało moje bało się nieznośnie, uciskając strachem mego ducha, duch uciskał ciało i każdy najdrobniejszy mięsień kurczył się w oczekiwaniu, że nic się nie stanie, nic się nie odmieni, nic nigdy nie nastąpi i cokolwiek by się przedsięwzięło nie pocznie się nic i nic. Był to lęk nieistnienia, strach niebytu, niepokój nieżycia, obawa nierzeczywistości, krzyk biologiczny wszystkich komórek moich wobec wewnętrznego rozdarcia, rozproszenia i rozproszkowania. Lęk nieprzyzwoitej drobnostkowości i małostkowości, popłoch dekoncentracji, panika na tle ułamka, strach przed gwałtem, który miałem w sobie, i przed tym, który zagrażał od zewnątrz -  a co najważniejsze, ciągle mi towarzyszyło, ani na krok nie odstępując, coś, co bym mógł nazwać samopoczuciem wewnętrznego, międzycząsteczkowego przedrzeźniania i szyderstwa, sprośnego prze śmiechu rozwydrzonych części mojego ciała i analogicznych części mego ducha.

Wstałem?

Daj mi ręce mocne, mięśniom mym nie pozwól zwiotczeć
Wolną wolą oczyść umysł, nie zwracaj mych oczu w słońce
Niech to co najważniejsze dla oczu niewidoczne
Nie będzie mi obce nocą, na tej ziemi obcej
Daj mi odwagę wytrwałość, zabierz słabość oddam ci lojalność
Zamień ciałość na wspaniałość, małość mą na radość
Zazdrość wytnij jak złą narośl, karność daj i okryj chwałą
Wrogów cwał zamień na galop krwawy z białą flagą
Skonfiguruj moje ciało, każdych sztywnych silnych ramion
Plecy okryj wiarą, nie boję się nowych znamion
Jeśli proszę cie o rozum daj mi rozum mędrca
Uczucie chłodu zamiast ciepła, nie skuwaj lodu z serca
Zemsta pamięta, ciężka do grobu deska
Póki otwarta księga czekam na polu męstwa
Kiedy proszę cię o burzę uczyń ze mnie sztorm
Jeżeli mam czuć ból na skórze wbij mi ciernie w skroń
Weź moją duszę, pozostaw w ręce broń

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz